Bloog Wirtualna Polska
losowy bloog | poleć tego blooga | inne bloogi | zaloguj się | załóż blooga
Kanał ATOM Kanał RSS
Kategorie

Zdjęcia w galeriach.


Deja vu...?

poniedziałek, 16 listopada 2009 22:05

Kiedyś kolega rozwodnik opowiadał mi jak to się zakochał-po raz pierwszy naprawdę.Kiedy powiedziałam,że zawsze jest tak samo oburzył się.Tłumaczyłam: na początku na samą myśł o tej drugiej osobie czujesz ,że drżysz,wspomnienie pocałunku,dotyku wprawia cię w euforię,chcesz być z tą osobą,dzień się dłuży,praca wlecze...wydzwaniasz,piszesz eski,a na spotkanie biegniesz z bijącym sercem.W oczach masz taką radość i szczęście bije od ciebie,że wszyscy choć im nie mówiłeś wiedzą:)I tak jest przez jakiś czas.Potem..potem jest rzeczywistość..zauważasz rzeczy,których nie widziałeś przedtem-jeszcze ci nie przeszkadzają,ale drażnią.Druga strona też zaczyna wyraźniej widzieć;)Oboje już się nie starają-wszak są razem..on się nie stara bo już ją zdobył,ona się nie stara bo już z nim jest.I albo są razem,albo się rozstają...Kiedy pojawią się pierwsze kłótnie,pierwsze kłamstwa związek zaczyna się sypać.Para rozstaje się.Potem każde poznaje kogoś nowego i wszystko zaczyna się od nowa...niecierpliwość,pragnienie,tęsknota.  Po kilku miesiącach kolega przyznał mi rację-początek zawsze jest taki sam.Tak mój drogi jest taki sam,ale to co będzie dalej zależy tylko i wyłącznie od nas.Ja jako rozwódka-kobieta porzucona dla innej mam chorobliwą wręcz alergię na kłamstwa,nieszczerość,zakłamanie..a ciche telefony o wieczornej porze doprowadzają mnie do szału-nie będę z żadnym facetem jeśli złapie go na kłamstwie lub oszustwie.Jeśli okaże się,że alkohol jest ważniejszy niż ja(nie jestem abstynentką,ale codzienne piwo lub drinki nie są dla mnie) to też daję sobie spokój.Nie interesuje mnie poprzedni związek faceta -to było,minęło,ale jeśli zacznie porównywać,wspominać i opowiadać jaka to ona była cudna pod każdym względem to też daję sobie spokój-nie będę osobą zastępczą dla kogoś kto żyje wspomnieniami.Wiem,że facetowi trudno pojąć kiedy kobieta mówi,że jest szczera i oczekuje szczerości-ale tak jest inaczej bym tak nie mówiła.Przez 7 lat żyłam z człowiekiem,któremu ufałam i wierzyłam,jego zdrada nie zabolała mnie tak bardzo jak kłamstwa,oszustwa i brak szczerości.Fakt,że od czasu rozwodu przyciągam facetów,których interesuje tylko sex (przecież jako rozwódka z pewnością ma ochotę na figle)...trzeba czegoś więcej niż tylko ochoty by pofiglować.Tylko raz zdarzyło mi się pójść do łóżka z tym samym facetem po ponad 2 letniej przerwie.Chciałam tego,chciałam sexu właśnie z nim bo pamiętałam jak kiedyś było cudownie.Niestety..to było kiedyś..po latach okazało się,że uczeń przerósł mistrza;)..nic nie było takie same..sex wypadł średnio za to rozmowy o wiele lepiej:)I tak nam zostało-rozmowy od czasu do czasu:)Cieszę się,że możemy pogadać od czasu do czasu.Samotność bardzo mi doskwiera..brak czułości też o sexie nawet nie chcę myśleć-wyposzczona baba to niebezpieczna baba;),ale chcę tego wszystkiego doznać z jednym facetem,z takim który będzie zawsze,będzie wciąż.Wszystko albo nic,żadnych surogatów..doczekam się tego?

komentarze (0) | dodaj komentarz

Bez zmian

wtorek, 10 listopada 2009 21:05

Pieprzy się wszystko i za cholerę nie chce się wyprostować.Inni nie mogą doczekać się pensji,a ja stresuję się czy mi wystarczy na opłaty.W tym miesiącu też zabrakło.W czwartek pójdę do banku i poproszę o miesięczne zawieszenie spłaty...pożyczyć nie mogę bo nie będę miała z czego oddać..kuźwa.Wymyśliłam sobie,że rzucę tą pracę w sklepie i będę pracować na umowę-zlecenie w firmie w której dorabiam.Ryzykowne,prawda?Zero urlopu albo inaczej: nie pracuję nie zarabiam.Przeliczyłam i zarabiałabym jeszcze raz tyle co teraz na państwowej posadzie.Najpierw jednak porozmawiam z koleżanką z pokoju-jak ona to widzi..żebym za miesiąc czy dwa nie została bez pracy.Okazuje się,że jednak doba to za mało dla mnie-im mniej mam czasu dla dodatkowej pracy tym mniej zarabiam..w sklepie człowiek zapieprza,a i tak nie wystarczy.Towarzystwa też nie mam co żałować.Od czasu jak nie przynależę do konkretnego miejsca stałam się dla pozostałych dziewczyn "trędowata"...raptem nikt ze mną nie gada,a dziewczyna,którą "gnoiły" na każdym kroku jest teraz ich naj...koleżanką.Dzięki za takie uwielbienie-tu gadają,a za plecami dupę rąbią.W zasadzie nie mam nic do starcenia,a dużo mogę zyskać-finansowo i weekendy wolne.Trzeci miesiąc zaciskania pasa...tylko nie ma na czym i to jest problem.Ja-osoba nie pijąca,a raczej pijąca piwo REDS sporadycznie (2-4 w ciągu roku) właśnie teraz mam ochotę na piwo:)Nie na czekoladę,nie na ulubiony balsam tylko na piwo..psia kość też mi się porobiło,nie ma co:)Do nowej szkoły muszę złożyć podanie i modlić się by je pozytywnie rozpatrzyli.I potrzebuję opinii z obecnej szkoły-nie sądzę by dyrekcja przyznała się,że sobie nie radzi z problemem przemocy i agresji w szkole.Na chwilę obecną to moje dziecko jest winne (tak twierdzi wychowawczyni)..i ta kobieta absolutnie nie widzi,że mój syn odpowiada agresją na agresję-nie widzi związku między ciągłym gnębieniem go przez innych,a jego zachowaniem.Moja rozmowa z nią nie miała żadnego sensu-ksiądz swoje organista swoje.Pani była wręcz oburzona,że syn ze skargą nie przyszedł do niej (ja zgłosiłam sprawę pani dyrektor).I co?Nie zastanowiło jej dlaczego dziecko do niej nie przyszło??Życzę sobie zdrowia i cierpliwości w duuuużych ilościach...I żeby udało mi się zmienić pracę:)

komentarze (0) | dodaj komentarz

Być kobietą:)

czwartek, 05 listopada 2009 22:09

Z czystej ciekawości weszłam dzisiaj w pracy na wagę.A wagę mamy dużą i dokładną.Przeżyłam szok!W ciągu 2 miesięcy spadło ze mnie 5 kg....to jest ewenement-nie odchudzam się,a waga spada;)Oczywiście,że spada skoro kasy brak i jem albo nie jem wcale.To nie jest tak,że siebie nie akceptuję.Nie wydłużę się,nie zeszczupleję i nie znikną mi moje fałdki:)Już dawno zaakceptowałam siebie taką jaka jestem,a jest to dla mnie tym bardziej ważne,że przez wiele lat nie lubiłam swojego ciała.Jedyne czego nie potrafię(jeszcze) przeskoczyć to mój brzuch..po ciązy,po schudnięciu (po rozwodzie kilkanaście kg) mam za dużo pomarszczonej skóry.Od wielu lat nikt nie dotykał mojego brzucha..nawet kiedy ze znajomym się kochałam nie dotknął mojego brzucha-może by i to zrobił gdybym poprosiła,a może nie..w każdym bądź razie paradoksalnie marzę by ktoś go głaskał i całował:)Skórę mam miłą w dotyku-na całym ciele-tam też,a jednak nie mam odwagi robić pierwszego kroku:)To prawda,że kobieta akceptująca siebie jest postrzegana jako ta atrakcyjna-przerabiałam to i wiem.Tak samo jest kiedy dużo się śmieję,żartuję i zagaduję-ludzie inaczej odnoszą się do mnie.Klienci mają mnie za bezproblemową a w najgorszym wypadku za świetnie radzącą sobie osobę.Przykład?Zawsze mam pomalowane,obcięte,ale dość długie paznokcie,mam też lekki makijaż na twarzy.Komentarz kobiet: pani to chyba w domu nic nie robi?Komentarz panów: widać po rączkach,że dużo pani nie pracuje. Moi Państwo robią okrągłe oczy ze zdziwienia kiedy dowiadują się,że sprzątam sama,używam różnych środków,ale rękawiczek nie (uczulenie),że nie mam automatycznej pralki więc moje ręce są często wymoczone.Ale kremuję dłonie,chronię przed zimnem-słowem staram się bo pracuję rękoma-to moja wizytówka.A makijaż?Zimą podkład żeby cerę chronić przed mrozem,a codziennie na noc krem.Trochę cieni na powieki i wytuszowane rzęsy,żadnych pomadek tylko błyszczyk i to wszystko.Tylko ja wiem co robię by w miarę dobrze wyglądać,inni ludzie postrzegają mnie inaczej.Ja kocham siebie taką jaka jestem-z nadwagą,z biustem jak aborygeńska spikerka,z krótkimi nogami i konkretną pupa a'la Lopez:)Jakiś czas temu w/w znajomy powiedział coś na temat mojej pupy...zrobiło mi się przykro nie powiem....ale skoro byłam dobra do łóżka to akeptował mnie z całym moim "dobytkiem" więc do diabła z jego świadomym lub nie komentarzem-jestem kobietą i jestem z siebie dumna:)I mam jeszcze jedno marzenie-tylko beż podśmiechiwania się;)-ubrać suknię balową (taką wiecie-średniowieczną) i zatańczyć przy melodii "Nad pięknym,modrym Dunajem":):)

komentarze (2) | dodaj komentarz

Takie sobie.......

wtorek, 03 listopada 2009 8:15

Nie jestem idealna,oj nie.I święta też nie jestem...nikt nie jest.Tylko jedno zdarzenie siedzi we mnie,ale jeśli mam być uczciwa gdybym cofnęła czas zrobiłabym dokładnie to samo.To swego rodzaju wyrzuty sumienia...choć zapewniano mnie,że nie wyrządziłam nikomu krzywdy,że ten związek i tak był spisany na straty -męczy mnie to..i cieszy z drugiej strony bo tak wiele mi dał.Od tamtego czasu wiele się zmieniło,ja się też zmieniłam.Exiu prosi mnie bym zrezygnowała z komornika.Choć nie ufam mu (nieźle dał mi popalić i pamiętam wszystkie groźby,wszystkie plotki jakie opowiadał o mnie) zrobię to.W końcu jeśli ten układ się nie sprawdzi komornik ponownie może stanąć na jego drodze.Nikt tak dobrze jak ja nie wie co to brak pieniędzy,nie potrzebuję wyobraźni i rozumiem kiedy ktoś mówi,że nie ma nawet na chleb.Oczywiście w przypadku exia historia jest inna i mogłabym się czepiać-niech oboje pracują itp.,ale w sumie wisi mi to.Taka moja dobra wola-zobaczymy jak będzie.Moje dziecko nadal staje rano okoniem kiedy ma iść do szkoły.Nie,nikt go nie zaczepia i jak na razie nie bije-myślę,że on chce zacząć wszystko od zera..nie chce już przezwisk,poszturchiwania.A ponieważ nie pozostaje dłużny kiedy ktoś go słownie zaczepia efekt jest łatwy do przewidzenia-to mój syn jest prowodyrem-wszak ten,który zazwyczaj zaczyna ma kilku kolegów na świadków jaki to mój syn jest okropny.Najpopularniejszym tekstem do wkurzenia syna jest zdanie "Twoja matka to kur....wa" na co syn odpowiada - "i na wzajem" i Wietnam gotowy.Tłumaczyłam dziecku,że takie słowa mnie nie ranią (gdybym była rzeczoną kur....przynajmniej by nam pieniędzy nie brakowało;)-ale tego już mu nie mówiłam:)))..syn jednak staje w mojej obronie.I nie wiem co robić.Przecież w nowej szkole wcale nie musi być lepiej,dzieci to dzieci i zawsze coś może pójść nie tak i co wtedy następna szkoła??Dzisiaj jest zebranie,zobaczymy co usłyszę.Wkurza mnie trochę reakcja nauczycieli-czy syn jest winny czy nie karą obdzielają i ofiarę i prowokatora dlatego moje dziecko powiedziało,że do żadnego nauczyciela już nie pójdzie bo wystarczy,że zaczepnik ma kolegów i słowa syna nic nie znaczą-jest w mniejszości.   Potrzebuję faceta...żeby był przy mnie,chcę wiedzieć,czuć i słyszeć,że mu zależy,chcę mieć pewność,że jest ze mną dla mnie,że nie jestem dla niego żadnym zastępstwem-zapachaj-dziurą...i żeby nie wiem co ma być szczery-żadnych gierek,podchodów,kręcenia-nie znoszę tego!Chcę się znowu poczuć kobietą,a nie zmęczoną,zalataną matką....i nie chcę jeszcze jednej rzeczy-nie chcę by butelka z procentami była ważniejsza niż wszystko inne..przerabiałam to już dwukrotnie-i wystarczy.

komentarze (2) | dodaj komentarz

;):)

poniedziałek, 26 października 2009 23:54

Zakończył się nerwowy tydzień.Inwentura wypadła oki,teraz nadszedł czas odbioru towaru-przed inwenturą nie robi się zapasów;)Do końca miesiąca będzie zapierdal na kółkach-lepsze to niż nic-nie-robienie.W drugiej pracy potwierdzono oficjalnie moją podwyżkę-co na piśmie to pewne-bardzo mnie to cieszy:)A w sobotę-jak dobrze pójdzie wybiorę się ze starym znajomym do kina na film-nie pamiętam kiedy ostatni raz byłam w kinie:)Czysto koleżeński wypad do kina..jakoś nie potrafię iść sama.I to nie będzie bajka!To dopiero nowość!W sferze sercowej znowu dostałam po głowie..kiedy wydawało mi się...nie byłam pewna,że mówił szczerze..tak dawno nikt nie był dla mnie taki miły-zauważal nawet taki szczegół jak inny kolor cieni na powiekach.Ale w tym wszystkim zapomniał mi powiedzieć o jednym-wg niego mało ważnym szczególe...nie,nie był żonaty....trzy tygodnie temu jego dziewczyna urodziła mu córeczkę.Ot,taka mało ważna rzecz.Jak dla mnie cholernie ważna.I znowu guzik.Od prawie dwóch lat ten facet robi zakupy u nas,często rozmawialiśmy sobie,a od miesiąca zwyczajnie mnie podrywał.Złapałam się nawet na tym,iż myślałam o nim jak o partnerze dla mnie,dla mojego dziecka-miałby kto wreszcie grać z nim w piłkę....tak myślałam,a tu zonk!Jak tak można?Jestem tylko człowiekiem spragnionym bliskości,stabilizacji-wiedział o tym.Nigdy nie spotkaliśmy się na randce...w sobotę miało być pierwsze spotkanie i w sobotę "życzliwa" osoba powiedziała mi jak to z nim jest.Nie zaprzeczył,powiedział,że tam mu się i tak nie układa..Masakra.Tak się nie robi.Zaufanie to podstawa...nie mam szczęścia do szczerych i prawdomównych facetów,oj nie mam..przyciągam jakieś ofiary życiowe ewentualnie panowie raczący się browarami tudzież winkami na świeżym powietrzu koniecznie chcą znać mój nr telefonu.Ani ze mnie Caritas ani Monar-numeru nie podałam i nie podam.Jasna cholera-jest nas tyle tysięcy w Poznaniu i jak to jest,że nie mogę trafić dobrze???Wiecie co?Chciałabym wyjść za mąż-jeszcze raz,ale tym razem po cichutku,bez przyjęcia...ot wyjść do urzędu i po godzinie wrócić-jako stara panna młoda;):)

komentarze (1) | dodaj komentarz

***

wtorek, 20 października 2009 20:45

Od wczoraj mały chodzi do szkoły-tej starej.Na razie jest oki.W zeszłym tygodniu rozmawiałam z dyrektorką szkoły o całym tym zdarzeniu.Dla nich przeniesienie do innej szkoły to ostateczność...ja rozumiem to dla szkoły też nie jest fajnie kiedy w świat idzie fama,że szkoła nie panuje nad rozwydrzonymi uczniami.Syn też zaczął się wahać-tu ma kolegów,zna materiał,nauczycieli...czekam-nie poganiam,zobaczymy.Widać mam wciąż za mało na głowie.Jest nowy problem i to całkiem poważny dotyczący mojego dziecka.Mały ma prawie 12 lat.Rozwija się prawidłowo poza jednym-istotnym w przyszłości szczegółem-chodzi o tzw.siusiaka (czyli penisa).Siusiak jest bardzo mały jak na chłopca w jego wieku,lekarz chirurg zaleca operację.Nie wiem na czym ta operacja ma polegać,jak to zrobią i czy najważniejsze-przyniesie to oczekiwane efekty i nie zaszkodzi jeśli syn będzie chciał zostać ojcem.Lekarz prowadzący nie nadaje się do rozmowy zupełnie-ta kobieta jest z innej planety i nie widzi w niczym problemu.Chirurg do którego tarfiliśmy radził żeby nie zwlekać.Nie wiem jaki inny lekarz mógłby mi pomóc,zweryfikować to czego się dowiedziałam.I syn...nie chce już iść do lekarza i obnażać się-to dla niego stresujące,poniżające i wstydliwe.Rozmawiałam z nim,tłumaczyłam,że to co teraz jest dla niego mało ważne w przyszłości może sprawić,że nigdy się nie ożeni,nie pozna dziewczyny...wszystko na nic.Exiu też nie miał rozmiarów tytana,ale jak to wyglądało kiedy był w wieku syna-nie wiem.Mówił mi tylko,że zawsze miał najmniejszego penisa wśród kolegów.I nie wiem czy czekać (obserwuję syna już od od pół roku-rośnie,zmienia się jego ciało,ale to co ukryte pozostaje bez zmian).Może to efekt uboczny sterydów,które mały dostawał do 3 roku życia?Pomagały na jedno,szkodziły na drugie...nawet synek koleżanki siedmiolatek ma się czym "pochwalić".Mały też to zauważył.I co tu robić?Nie chcę usłyszeć w przyszłości,że przez moją ignorancję syn ma przesrane w życiu.Wszystko inne jak na razie pozostało bez zmian-nadal pracuję na dwóch etetach...zmęczenie daje się we znaki,ale ciągnę to bo nie mam wyjścia...żeby chociaż mieć się do kogo przytulić,z kim pogadać przed snem..nic z tego.Wolny weekend to na razie bardzo odległa przyszłość.Każdy dźwiga jakiś krzyżyk,każdy ma jakieś problemy tylko,że mając pieniądze naprawdę jest łatwiej-nie trzeba się martwić o jedzenie,opłaty.Niedługo mam imieniny-w legalnej pracy  trzeba postawić jakieś ciasto,w drugiej pracy nawet się nie przyznam-tam jest tyle osób,że na ciasta musiałabym wziąć kredyt;)Ciężko jest kiedy człowiek żyje w pojedynkę,ciężko nie mieć przy boku osoby,która wspierałaby,pocieszała....Dziwne-do tylu osób jeździłam kiedy potrzebowali pogadać,mówili by dzwonić jak mi będzie źle...dzwoniłam,ale nie mieli czasu...z niektórymi nie widziałam się już prawie rok- choć przez ten czas dzwonili jak czegoś potrzebowali.Ja jestem silna,wszystko zniosę i poradzę sobie tak czy inaczej...tak...ale nikt z nich nie pomyślał,że i ja mam potrzebę wygadania się.Dobrze,że jest blog i kilka osób,które tu wpadają-nie jestem sama z tym wszystkim:)

komentarze (0) | dodaj komentarz

Do d....

poniedziałek, 12 października 2009 17:29

Wszystko układa się nie tak.Co ja takiego zrobiłam,że tak się dzieje???Moje dziecko od września nie chciało chodzić do szkoły.Myślałam,że rozleniwił się po wakacjach.Prawda była szokująca-gnębili go starsi koledzy.Zaczepiali,pluli na niego,wyśmiewali się,popychali.Kiedy jednak w zeszłym tygodniu zjawił się niespodziewanie-zapłakany- w mojej pracy-miarka się przebrała.Ci sami dręczyciele pobili go i powiedzieli,że jak piśnie słówko to po lekcjach ma wpierdoli(dokładnie takich słów użyli)Nie mogłam się zwolnić z pracy więc zadzwoniłam do szkoły.W zeszłym roku też był zaczepiany,ale jakoś się rozeszło po kościach.Tym razem szkoła zgłosiła sprawę na policję-było pobicie i groźby.Musiałam z młodym stawić się na komisariacie.Jak mam pomóc swojemu dziecku,które teraz jeszcze bardziej boi się pójść do szkoły?Koleżanka radzi przepisanie do innej szkoły-to dobry pomysł tylko skąd mam wziąć pieniądze na nowe podręczniki?Już drugi miesiąc nie mam pieniędzy na życie-znowu syn będzie na utrzymaniu siostry i mojego ojca.Pensja była tak cienka,że mam problem z płatnościami!Nie chcę trafić na listę komornika bo wtedy to naprawdę można tylko z mostu skoczyć-komornik zabierze mi tyle z pensji,że aż strach myśleć co dalej.Mam 2 prace i nie potrafię zarobić na rachunki-czy to ja jestem beznadziejna czy płace są do dupy???Kuźwa,normalnie mam dość tej sytuacji,tego,że nie potrafię nic wymyślić.Szukałam w sieci ofert banków-myślałam,że konsolidacja mnie uratuje,że zamiast ponad 1000zł raty zapłacę choć trochę mniej Nie ma szans.A prywatne pożyczki?Chcą czegoś pod zastaw-najlepiej mieszkania,gruntów,samochodu,albo wpłaty w wysokości 1000-2000zł.To też nie dla mnie.Gdyby w mojej pracy pensja była wyższa...a tu co miesiąc niższa.Muszę mieć 2 prace-chyba,że miałabym jedną z pensją 2000zł na rękę-kto mi taką da?Osobie bez studiów,bez matury,jak niektórzy mówią "głupiej sklepowej"?Sama się dziwię,że jeszcze chce mi się śmiać....jak wariatka-wszystko się wali,a ja się śmieję..boję się,że jak przestanę szukać powodów do śmiechu to oszaleję.Powinnam się cieszyć,że nie jest gorzej-jeszcze jestem w miarę zdrowa..stres mnie zżera potwornie.Zasypiam i budzę się myśląc co będzie,jak będzie.Wszystkie zapasy się kończą-od cukru począwszy na głupim mydle skończywszy.Tato nie może mi pomóc-sam teraz pracuje na dom,siostrze zabrano zasiłek wychowawczy- w urzędzie każą iść do pracy,a co ona ma zrobić z małym dzieckiem?Zabrać ze sobą czy zostawić same w domu?Gdzie znajdzie taką pracę by mogła zabrać dziecko?Nigdzie,ale to już urzędników nie obchodzi-dziecko ma iść do żłobka...czy oni wiedzą ile kosztuje żłobek?Czy wiedzą,że zapisywać trzeba się teraz,a we wrześniu może przyjmą małą?Miałam kiedyś "wejścia" na sprzątanie-3-4 godziny,można było brać dziecko,ale moi pracodawcy zmienili nr telefonu i wyprowadzili się.Nic się nie chce wyprostować.Wciąż niczego nie zapłaciłam w szkole.Boląca głowa to norma,nieodłączna część mnie.Optymizm tli się jeszcze-wszystko inne jest mało ważne w porównaiu z tym co mam teraz.

komentarze (4) | dodaj komentarz

Oczyszczenie

sobota, 03 października 2009 21:40

Od kilku dni czułam się niewyraźnie.To było psychiczne zmęczenie.Męczyło mnie to jak zostałam potraktowana przez kogoś o kim myślałam,że mnie szanuje i lubi.Dzisiaj koleżanka zrobiła mi zabieg tzw.oczyszczanie.Matko...to co się działo w trakcie i po jego zakończeniu,ta energia i emocje...Tego nie da się opisać.Dość,że po wszystkim kiedy odprężałam się coś puściło i ze zdumieniem stwierdziłam,że płaczę!Nie wiedziałam dlaczego,co jest przyczyną.Ale kiedy weszłam do kuchni by pokazać się koleżance już wiedziałam...i ona też.W łazience ryczałam jak bóbr.Od śmierci mamy nie mogłam płakać-blokada totalna,zaczynałam się dusić i już.Dzisiaj wypłakałam się.W głowie 1000 myśli i słów,uczucie żalu,tęsknoty.....nie zrozumiana,nie kochana,pragnąca akceptacji i choć jednego życzliwego słowa.Kto tego nie przeżył nie zrozumie..nie pojmie jak czyjeś dobre słowo może wywołać panikę,a komplement podejrzenia.Czy ja potrafię kochać?Za dobre słowo "oddaję się" z butami,jestem spragniona tego.Może dlatego tak łatwo mnie zranić dziwnym zachowaniem,krzywym spojrzeniem-rozmyślam wtedy co jest ze mną nie tak,że ktoś zrobił czy powiedział coś nie tak.Zdałam sobie sprawę,że jestem okaleczona.Muszę nad tym popracować,coś z tym zrobić.Intuicja-zawsze mi pomagała zdam się na nią.Wiem,że musi być jeszcze jednen zabieg-czuję,że to nie wszystko,coś tam jeszcze siedzi i tworzy blokadę.Będę się starać,pracować nad sobą,dobrze o sobie myśleć i nie pozwolę już nikomu na to bym przez niego czuła się gorsza,winna.Nie dam się nabrać na fałszywe słowa i nie dam sobie wmówić,że ze mną jest coś nie tak.Jestem mądrą,w miarę ładną kobietą radzącą sobie jak umiem,jestem wartościowym człowiekiem,który zasługuje na to co dobre,zasługuję na prawdziwe uczucie,na szczerość.Taka jestem.

komentarze (2) | dodaj komentarz

.....

wtorek, 29 września 2009 21:07
Usłyszałam dzisiaj,że podchodzę emocjonalnie do niektórych rzeczy.To prawda-jeśli ktoś jest dla mnie niesprawiedliwy,kiedy okazuje się,że ma mnie za idiotkę,a tym samym nie szanuje mnie-emocje buzują.Nad innymi rzeczami przechodzę do porządku dziennego.Nie wszyscy muszą mnie lubić,nie muszą się ze mną zgadzać-to normalne.Kiedy jednak ofiarowuję komuś swój czas,swoją osobę,pomagam mu to nie chcę  potem wyjść na idiotkę.Mogę spokojnie spojrzeć na siebie w lustrze-zachowałam się ok i co najważniejsze byłam szczera.To,że ktoś zachowywał się inaczej...trudno.Nie mogę zakładać,że będę tak traktowana jak ja traktuję ludzi.
Zastanawia mnie jedna rzecz.Co dla facetów oznacza słowo "szczerość"?Oczekują szczerości,a kiedy tak jest-kiedy jest się szczerym następuje SZOK.Do cholery-albo jestem szczera,albo nie.Oczekują szczerości,ale to ma działać tylko w jedną stronę-oni szczerzy nigdy nie będą-po kiego więc takie teksty?Żeby zaimponować?Pokazać jakim to się jest gościem "w porzo"?
Znowu tyle się dzieje dookoła mnie i nie są to za wesołe rzeczy.Niewiele trzeba było by w niedzielę puściły łzawiacze...czasami niewielka kropla przeleje czarę goryczy.I będę wtedy płakać i krzyczeć-nie będę tego dusić w sobie.Tak właśnie będę robić-domowy sposób oczyszczania się:)Potem krótka analiza i powrót do pionu.Chyba ta jesienna pogoda działa tak smutasowo...tak szybko zapada ciemność....w pokoju na stoliku mam 2 małe świeczniki-rozproszą ciemność...nie ogrzeją,ale dadzą takie ciepełko i radość.Lubię na nie patrzeć...malutkie płomyczki w ciągłym ruchu..jakby śmiały się,tańczyły,goniły:)Dzisiaj kumulacja w dużym lotku:)Dzisiaj wygrywam i nie martwię się o nic:)

komentarze (2) | dodaj komentarz

:)

środa, 23 września 2009 10:51
Byłam na weselu.Po raz pierwszy od czasu rozwodu uczestniczyłam w czyimś ślubie.Nie sądziłam,że ceremonia w kościele tak mną wstrząśnie...przypomniał mi się mój ślub...też tak patrzyliśmy sobie w oczy...Jak mi powiedział kolega-nie ma co roztrząsać-było,minęło.Niemniej łzy się poturlały...nie wiem czy z żalu czy z radości.Moją osobą towarzyszącą był syn.Nie miałam z kim pójść,ten którego chciałam zabrać nie mógł,a nikogo innego nie chciałam.Kolega by się sprawdził i wiem,że nie narobił by mi wstydu,anie nie urżnął by się jak świnia.Jak inni reagują po wypiciu alkoholu nie wiedziałam i wolałam nie ryzykować dlatego moje dziecko musiało mi do tańców wystarczyć.Notabene syn stwierdził,że więcej ze mną nie pójdzie bo nogi do teraz go bolą:)Na wysokości zadania stanęło też 3 panów z naszej rodziny,którzy choć nie musieli (wiek) to tańczyli ze mną.
Jako matka jestem osobą beznadziejną.Na wesele syn nie mógł ubrać się w "gang" bo nie miał wyjściowych butów...nie mam pieniędzy,a pożyczyć też nie mogę bo z czego oddam.Wstyd mi.Jedyny,który nie był w garniturze.Bawił się,śmiał,ale wiem że było mu przykro.Znam bardzo dobrze to uczucie kiedy ludzie olewają cię bo nie jesteś stosownie ubrany-znam je bardzo dobrze.Jeszcze długo będzie mi wstyd,że nie potrafię dać dziecku wszystkiego,zwłaszcza teraz ki8edy nie jest ciekawie.
Stres spowdował,że wczorajszy wieczór spędziłam w szpitalu.Osłabienie organizmu.Podobno za mało jem,ekg też nie za ciekawe(to akurat norma bo wadę serca mam od urodzenia),hemoglobina niska-tłumaczyłam,że to przez "babskie dni" i że za parę dni poziom będzie oki.Kroplówka na wzmocnienie,wymiana zdań z lekarzami-osłabienie to nie powód by dać się położyć na tzw.obserwację.Zresztą kto by mnie zrozumiał?Choruję to mi nie płacą,nie płacą to i ja nie mogę zapłacić rachunków,nie zapłacę to mam przechlapane.Wcale nie byłabym spkojniejsza leżąc tam wprost przeciwnie-nerwy by mnie zjadły.Jestem nerwowa to fakt,ale to normalan reakcja i każdy by tak miał w mojej sytuacji-nie ma się co rozczulać nad sobą,jestem sama i żaden partner nie pomoże mi chociaż nie wiadomo czy by pomógł gdyby był:)Za kilka dni mam urlop-trochę wypocznę,trochę popracuję w drugiej pracy i będzie oki.W totka nie wygrałam-szkoda,ale jest kumulacja więc wierzę,że to ta w której będę jedną z pięciu wygrywających osób.Grunt to się nie poddawać i cieszyć drobnostkami:)

komentarze (0) | dodaj komentarz

« 1234  »

Zdjęcia w galeriach.


piątek, 19 marca 2010

Licznik odwiedzin: 1482

Kalendarz

« marzec »
pn wt śr cz pt sb nd
01020304050607
08091011121314
15161718192021
22232425262728
293031    

Galerie

Wyszukaj

Wpisz szukaną frazę i kliknij Szukaj:

Głosuj na bloog






zobacz wyniki

Subskrypcja

Wpisz swój adres e-mail aby otrzymywać info o nowym wpisie:

O moim bloogu

Blog o codziennym życiu i marzeniach Surykatki:)

O mnie

Nie młoda,ale też nie stara kobieta,która troszkę w życiu przeszła...i może właśnie dlatego ma wiarę w ludzi,ma nadzieję i pragnie miłości:)

Księga Gości

Ostatni wpis w księdze:

  • data: 05.11.2009 15:46:38
  • autor: mkloga
  • treść: ó la la :)
    je...

Statystyki

Odwiedziny: 1482
Wpisy
  • liczba: 40
  • komentarze: 43
Galerie
  • liczba zdjęć: 10
  • komentarze: 12
Księga gości: 2
Punkty konkursowe: 0
Bloog istnieje od: 282 dni