Byłam na weselu.Po raz pierwszy od czasu rozwodu uczestniczyłam w czyimś ślubie.Nie sądziłam,że ceremonia w kościele tak mną wstrząśnie...przypomniał mi się mój ślub...też tak patrzyliśmy sobie w oczy...Jak mi powiedział kolega-nie ma co roztrząsać-było,minęło.Niemniej łzy się poturlały...nie wiem czy z żalu czy z radości.Moją osobą towarzyszącą był syn.Nie miałam z kim pójść,ten którego chciałam zabrać nie mógł,a nikogo innego nie chciałam.Kolega by się sprawdził i wiem,że nie narobił by mi wstydu,anie nie urżnął by się jak świnia.Jak inni reagują po wypiciu alkoholu nie wiedziałam i wolałam nie ryzykować dlatego moje dziecko musiało mi do tańców wystarczyć.Notabene syn stwierdził,że więcej ze mną nie pójdzie bo nogi do teraz go bolą:)Na wysokości zadania stanęło też 3 panów z naszej rodziny,którzy choć nie musieli (wiek) to tańczyli ze mną.
Jako matka jestem osobą beznadziejną.Na wesele syn nie mógł ubrać się w "gang" bo nie miał wyjściowych butów...nie mam pieniędzy,a pożyczyć też nie mogę bo z czego oddam.Wstyd mi.Jedyny,który nie był w garniturze.Bawił się,śmiał,ale wiem że było mu przykro.Znam bardzo dobrze to uczucie kiedy ludzie olewają cię bo nie jesteś stosownie ubrany-znam je bardzo dobrze.Jeszcze długo będzie mi wstyd,że nie potrafię dać dziecku wszystkiego,zwłaszcza teraz ki8edy nie jest ciekawie.
Stres spowdował,że wczorajszy wieczór spędziłam w szpitalu.Osłabienie organizmu.Podobno za mało jem,ekg też nie za ciekawe(to akurat norma bo wadę serca mam od urodzenia),hemoglobina niska-tłumaczyłam,że to przez "babskie dni" i że za parę dni poziom będzie oki.Kroplówka na wzmocnienie,wymiana zdań z lekarzami-osłabienie to nie powód by dać się położyć na tzw.obserwację.Zresztą kto by mnie zrozumiał?Choruję to mi nie płacą,nie płacą to i ja nie mogę zapłacić rachunków,nie zapłacę to mam przechlapane.Wcale nie byłabym spkojniejsza leżąc tam wprost przeciwnie-nerwy by mnie zjadły.Jestem nerwowa to fakt,ale to normalan reakcja i każdy by tak miał w mojej sytuacji-nie ma się co rozczulać nad sobą,jestem sama i żaden partner nie pomoże mi chociaż nie wiadomo czy by pomógł gdyby był:)Za kilka dni mam urlop-trochę wypocznę,trochę popracuję w drugiej pracy i będzie oki.W totka nie wygrałam-szkoda,ale jest kumulacja więc wierzę,że to ta w której będę jedną z pięciu wygrywających osób.Grunt to się nie poddawać i cieszyć drobnostkami:)
komentarze (0) | dodaj komentarz